1. STUDIA: W mojej znienawidzonej Sali 201 C-3 są nowe, piękne, bajeranckie komputery ze stuningowanymi obudowami i ekranami LCD. Bardzo jest to miłe, że zadbano o warunki pracy w tym pokoju, zwłaszcza, że w tym semestrze będziemy tam mieli dość wymagające zajęcia z baz danych.
Drugą ciekawostką jest to, że na owych zajęciach każdy z nas dostanie swoją bazę w PostgresQLu, na której będzie ćwiczył, uczył się i pracował w ciągu semestru. A wszystkie bazy zostały umieszczone na serwerze borg.ia.agh.edu.pl – w ten sposób nasza uczelnia daje nam wyraźny komunikat: "all your base are belong to us" ;)
2. MUZYKA: "Into the Night" grupy Satellite, które kupiłem sobie kilka notek temu w Cornerze, odkrywa przede mną kolejne niesamowite cechy. Przede wszystkim utwór "Don't walk away in silence", a dokładniej jego refren, który jest kością niezgody między mną a Liptonem i Grzesiem. Mózgi mianowicie uważają... tu zacytuję:
eXistenZ (24-01-2008 15:10)
nie wiem, co wy chcecie od don't go away
eXistenZ (24-01-2008 15:10)
nic do niej nie mam.
Lipton (24-01-2008 15:11)
to chcemy ze jest MEGA zajebisty, naprawde, piekna muzyka
i piekna melodia, i wtedy kiedy juz sie dajesz poniesc tej magii
wchodzi refren i sprowadza cie na ziemie z taka predkoscia
ze nie wiesz co sie dzieje
Lipton (24-01-2008 15:12)
takie mega KOMBI sie z tego robi
Dla mnie to jest niepojęte. Czasami odnoszę wrażenie, że my posiadamy różne wersje tej płyty, gdzie ich refren jest beznadziejny, a mój rewelacyjny jak cała reszta tej przepięknej piosenki...
Drugim odkryciem jest utwór "Heaven can Wait", który razem z Anią pokochaliśmy – jest naprawdę piękny i taki... nasz :)
A trzecim jest zakończenie. Kunszt, z jakim zespół Satellite zakończył ostatni utwór (świetny "Forgiven and Forgotten" – swoista polemika z płytą The Corrs ;) sprawia, że ma się ochotę po prostu zapuścić całą płytę jeszcze raz. Autentycznie, "Into the Night" jest właśnie jedną z tych płyt, którą można słuchać w kółko i bez końca, bo jak się skończy, to proces myślowy przebiega tak: "O, płyta się skończyła, to może zmienię... a nie, bo to takie fajne jest, nie zaszkodzi jeszcze raz..." i tak w kółko, while (true).
3. PODPATRZONE: Już dawno to miałem zamieścić:

Ciekawe, czy to apetyt jest siostry Faustyny, czy może te dzieci?
4. REFLEKSJA: A w czwartek idąc na zajęcia zauważyłem, jak jakiś koleś obok wejścia do C-3 na AGH remontował ścianę. Tak mnie to natchnęło, że aż postanowiłem zrobić zdjęcie:
A zrobiłem je, bo skojarzyło mi się z filmami Gilliama albo książkami Dicka – w ich światach coś, co jest z zewnątrz i na pierwszy rzut oka ładne, piękne, solidne, trwałe, dobre i normalne po bliższym przyjrzeniu się, albo zajrzeniu za fasadę, okazuje się ukrywać prawdę o zepsuciu, brzydocie, złu albo czymś bardzo, bardzo nienormalnym (wszechobecne rury kanalizacyjne w domu Sama Lowry'ego w "Brazil" Gilliama albo – choć to jeden z naprawdę wielu przykładów z dzieł Dicka – tytułowe "Nieprzystosowanie" głównego bohatera opowiadania o parakinetykach).
Nie mówię, że AGH jest złem za fasadą profesjonalizmu, czy coś, ale te proste i zwyczajne cegłówki, ukryte za stylowymi betonowymi płytami wywołały u mnie taką refleksję o sile pozorów...
2 komentarze:
lepiej, jak proste cegłówki nie są w ogóle ukryte: patrz meczet na naszym osiedlu ;)
ej, weź, przestań - meczet nie jest taki zły. To jeden z niewielu ładnych (no, powiedzmy: niebrzydkich) nowych kościołów, jakie widziałem.
Prześlij komentarz